Zapraszamy na wspólną wędrówkę po Szwecji...
Kategorie: Wszystkie | Ciekawostki | Nasze wycieczki | O nas | Relacje naszych przyjaciół
RSS

Nasze wycieczki

piątek, 06 września 2013

Marstrand

Po naszej ostatniej wycieczce do Goteborga stwierdzam, że jestem jednak zwolenniczką małych szwedzkich miasteczek. Większe miasta, choć urocze, budzą we mnie jakiś niepokój. Wieczorne spacery po Goteborgu nie kojarzyły mi się już z totalnym szwedzkim bezpieczeństwem. Choć oczywiście nikt nam nic nie zrobił ;) Tak... "Jetebori" (tak wymawia się tę nazwę po szwedzku) jest niewątpliwie bogatym miastem, otwartym na ludzi. Jest bardzo zielone i łatwo się w nim żyje. Pewnie z tego powodu przyciąga barwne osoby - i nie o kolor skóry mi w tej chwili chodzi.

Po drodze do Goteborga zatrzymałyśmy się w Varbergu. W Hallands Muzeum poznałyśmy historię pewnych ludzkich szczątków modnego pana ze średniowiecza... Naukowcy są przekonani, że Pan był modny i chciał się podobać, bo jedna z hipotez na temat jego śmierci mówi o uduszeniu zbyt długim kapturem, który owinął się wokół szyi..."i tak osiem razy" i nie wyklucza się udziału osób trzecich. Całkiem nielicha historia. Wstęp do muzeum kosztuje 50 sek. Oprócz tego obok można zwiedzać XVII-wieczną twierdzę. Można tu też trafić do łaźni tureckiej, ale się nie skusiłyśmy. Varberg jest tego rodzaju miastem, który Magdzie przypadł do gustu - spokojnie, bez pośpiechu spędziłyśmy miło czas w restauracyjce oglądając się raz po raz na stare amerykańskie samochody, które przewoziły swoich pękajacych z dumy Szwedów. Skandynawowie mają hopla na punkcie starych amerykańskich aut, które posiadają jedynie po to, by je pucować, ładować w nie mnóstwo kasy i przejechać się z trzy razy w weekend po mieście. Bogatemu nie zabronisz...

Tym razem z całą pewnością największe wrażenie zrobiło na mnie Marstrand, Muzeum Volvo i Aeroseum. I oczywisćie luksusowy sklep w Goteborgu na Avenyn z ekstrawaganckimi wystawami i z torebkami za bagatela 7 tysięcy złotych ...

Avenyn

Marstrand to wyspa bogaczy, z wąskimi uliczkami, kolorowymi domkami, twierdzą i kameralnymi restauracjami. Na miejscu jest ograniczony ruch samochodowy, a z lądu docieramy tu małym promem w ciągu 5 minut. Marta goniła po skałach w poszukiwaniu bogatego Szweda, ale bez sukcesu :).

Podobno wyspę zamieszkują tylko Ci Szwedzi, którzy zadzierają nosa i są obrzydliwie bogaci. Niestety o zadzieraniu nosa nic nie wiedzą - po wyspie Marstrand poruszają się jakimiś rozklekotanymi motorynkami z przyczepkami z przodu. Jedynie sklepy z markowymi ubraniami żeglarskimi zdradzają potencjalną zasobność portfeli.

Nocleg w hotelu Scandic Europa w samym centrum (a nawet w centrum handlowym Nordstan) był świetną bazą wypadową na wieczorne kawy i szwendanie się po mieście. Artystyczna dzielnica Haga była faktycznie artystyczna, ale... nie spotkałyśmy tam tłumów artystów. Natknęłyśmy się za to na poruszający pomnik poświęcony szwedzkiemu bohaterowi Raoulowi Wallenbergowi, który w czasie II Wojny Światowej, pracując na Węgrzech jako dyplomata uratował życie dziesiątkom tysięcy Żydów. Rzeźba jest tak chwytająca za serce, że nawet nie chciałyśmy tego uwieczniać na zdjęciu.

Tym razem podczas pobytu w Göteborgu nie odwiedziłyśmy niestety parku rozrywki Liseberg i centrum morskiego Maritima. Ale jak mawiają: co się odwlecze... Za to odkrylam dla siebie dwa rewelacyjne sklepy z gadżetami do domu w stylu "kupię, a potem się nad tym zastanowię". Tak więc jestem w posiadaniu klepsydry, która odmierza 3 minuty (to akurat przydaje się mojemu synowi przy myciu zębow) oraz teleskopowej łyżki, ale oparłam sie pokusie zakupu okularów ze słomki do picia ("żałuję").

Najbardziej ekscytującym przeżyciem była chyba dla nas wizyta w Aerosuem. Bazie szwedzkich samolotów bojowych wykutej w skale. Oprócz sprzętu wojskowego można tam również podziwiać ekspozycje związane z zimną wojną i szpiegami... Marta była w swoim żywiole, choć z informacji o Stasi w języku szwedzkim nie za wiele zrozumiała ;) Ale za to w specjalnie przygotowanym pokoju wykryła trzy szpiegowskie kamerki. Nadaje się na agenta bez dwóch zdań!

Aeroseum

Niestety z Muzeum Volvo wyszłyśmy bez kluczyków do nowego V50, ale za to z jakimiś drobnymi gadżetami w stylu czapeczka i koszulka, za które oczywiście musiałyśmy zapłacić z własnej kieszeni...

Mnie zachwyciły starsze modele, a szczególnie Carioca- wyprodukowane tylko w 500 egzemplarzach, bardzo ładne cacko. Były też pierwsze samochody "na prąd" - jeszcze z 1976 roku.

Wszystko, co dobre niestety zawsze się kończy za szybko... Naważniejsze jednak, że podczas całego pobytu w Szwecji pogodę miałyśmy wręcz rewelacyjną! To już się staje widać  normą, że jak my we dwie przybywamy do Szwecji, to zawsze jest cudnie na zewnątrz :)

Panorama Goteborga

 

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28