Zapraszamy na wspólną wędrówkę po Szwecji...
Blog > Komentarze do wpisu

W zdrowym ciele...

Dzielne piechurki

Moda na uprawianie sportu i zdrowy tryb życia dopadła i nas :) Właściwie bardziej mnie, bo Marta już od lat chwyta się różnych takich, powiedzmy, aktywnych form ruchu poprawiających samopoczucie. Już myślałyśmy, że tym razem nic nie wyjdzie z naszych planów, ponieważ z przyczyn technicznych pierwszy termin rejsu Zimowe szlaki Szwecji został odwołany, ale nie ma tego złego...;) Wydaje mi się nawet, że wyprawa na tym zyskała - co prawda nie udało się zorganizować obiecanej trasy na nartach biegowych, ale pogoda była zdecydowanie lepsza.

Cała zabawa polegała na tym, żeby w ciągu mniej więcej trzech godzin przejść z kijami (nordic walking, gdyby ktoś się jednak nie zorientował :) przygotowaną wcześniej trasę. Zaczęło się od profesjonalnej rozgrzewki, w trakcie której nasze mocno "zbiurokratyzowane" ciała miały szansę obudzić swoje mięśnie. Szlak ciągnął się wokół wyspy Wamo i miał długość 10 kilometrów. W połowie trasy można było zrezygnować i podstawionymi autokarami wrócić na prom. Wytrwali szli dalej. Oczywiście my ambicjonalnie podeszłyśmy do tematu i żadna nawet okiem nie mrugnęła, że choć trochę jest zmęczona. Co to, to nie...

I tu, o dziwo, niespodzianka! Okazało się bowiem, że dałyśmy radę skończyć trasę bez większych histerii, wciąż na dwóch nogach i z dwoma kijami :) Tak naprawdę Marta od razu była na to przygotowana, tylko ja miałam pewne obawy. W tym miejscu chciałabym podkreślić, że pierwszy raz w życiu trzymałam w rękach kije do nordic walking. Nie miałam nawet pojęcia, jak się powinno z nimi prawidłowo chodzić. Z powodu wiecznego braku czasu, nie dałyśmy rady skorzystać przed wyjazdem z bezpłatnych treningów organizowanych w Trójmieście. Dzięki Bogu w Karlskronie byli instruktorzy z AZS oraz moi prywatni trenerzy w osobie Marty i Dominika :) Nie wierzę, że to mówię, ale to jest naprawdę wciągające! Cała trasa była przygotowana naprawdę z głową, a to do tego jeszcze dopisała nam cudowna wiosenna pogoda :) To już naprawdę się staje nudne, że za każdym razem, kiedy lądujemy z Martą (choć promy raczej nie latają ;) po drugiej stronie Bałtyku, szwedzka pogoda jest po prostu piękna! 

Gdzieś na trasie...

Trasa biegła w większości przez las, jedynie momentami asfaltem. Ja bardzo obawiałam się odcinków asfaltowych, bo nie lubię chodzić z "kopytkami" (ci, co chodzą to wiedzą -"kopytka" to takie końcówki kijków do chodzenia po twardej powierzchni)- no i wykrakałam - zgubiłam jedno kopytko, a raz zniknęła mi cała końcówka - całe szczęście została odnaleziona przez jedną czujną uczestniczkę wyprawy. Jeszcze raz - bardzo dziękuję! Całe szczęście asfaltu było mało. W ogóle teren był raczej płaski, z czego się niezmiernie cieszyłam.

Okazuje się, że szlak Wamoleden ma charakter turystyczny. Idzie się wokół półwyspu - trasa mimo, że raczej płaska, w wielu swoich fragmentach zaskakuje pięknymi panoramicznymi widokami na szkiery. Niestety z powodu tempa nie udało nam się zrobić wielu zdjęć. Przecież nie mogłyśmy zostać na końcu peletonu. Bardzo przemyślana była też organizacja całej wyprawy. Grupa liczyła około 150 osób, ale udało się nad nią zapanować. Przewodnicy wraz z członkami AZS pilnowali, aby zawsze ktoś z nich szedł na początku, w środku i na końcu maszerujących. W pogotowiu był również ratownik medyczny.

Mnie najbardziej intrygowała postać przewodniczki Zuzy, która dosłownie znikąd zjawiała się na każdym punkcie kontrolnym, ale ani razu jej nie mijałam :) Widocznie Zuza ma coś wspólnego z teleportującymi się aborygenami - inaczej nie potrafię tego wyjaśnić.

Oprócz kontaktu z przyrodą i miłych dla oka widoków, na szlaku pojawiały się również tzw. atrakcje turystyczne. 

Nie wiem dlaczego, ale mi akurat najbardziej utkwił w pamięci...cmentarz ofiar epidemii dżumy. Dowiedziałam się od przewodników, że epidemia tej choroby dotarła do Karlskrony w 1710 roku. Mimo różnych działań prewencyjnych, takich jak np. dezynfekcja listów dymem palonego piołunu lub jałowca czy zakaz wstępu do miasta osobom bez ważnego świadectwa zdrowia, na dżumę zmarła połowa mieszkańców (około 6000). Zgodnie z wydanym zarządzeniem cmentarz musiał być umieszczony poza miastem, dlatego znalazł się na wyspie Wamo. Wykorzystano go ponownie w latach 1917-1919 podczas pandemii grypy czyli tzw. hiszpanki.

Daję słowo, że więcej nie pamiętam, tak byłam skupiona na swoich kijach, sposobie ich ustawiania, powiązaniu tego wszystkiego z nogami i rękami, że koncentracji starczyło mi jedynie na wdychanie i wydychanie świeżego powietrza.

Na mnie największe wrażenie zrobił budynek politechniki Blekinge. Nowoczesny przeszklony budynek nad samym brzegiem morza. Cudowne miejsce, żeby się uczyć lub pracować - może ludziom byłoby lżej i mieliby więcej dobrych pomysłów, gdyby w każdej chwili mogli sobie spojrzeć na wodę i las...

Nagroda dla wytrwałych

Na szczęście po południu, po odświeżającym prysznicu na promie i obiedzie ruszyłyśmy na autokarową wycieczkę po mieście. Oczywiście nie obyło się bez kawy i ciastka w kawiarni vis a vis Hoglands parku. W końcu przemierzyłyśmy rano heroiczny dystans 10 kilometrów!

Niestety na naszych znajomych nie zrobiło to większego wrażenia. Zapytali tylko, czy czułam potem ból mięśni, zakwasy, itp. A na moją odpowiedź, że jakoś nie, bo czułam się super, padło prosto z mostu: W takim razie na pewno źle używałaś kijków.

Matko, i cały ten wysiłek na darmo? Mniejsza z tym, bo jak dla mnie i tak było świetnie ;)

Centrum Karlskrony

poniedziałek, 24 marca 2014, stenariusz
www.stenaline.pl

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: