|
Zapraszamy na wspólną wędrówkę po Szwecji...
Blog > Komentarze do wpisu
Z kamerą wśród zwierząt czyli Łosie i kraina szkła.
Naszą przygodę, a raczej stenariusz rozpoczęłyśmy od wycieczki pod nazwą "Łosie i kraina szkła". Podróż zaczęła się od wejścia w Gdyni na prom Stena Baltica. Swoją drogą ten środek transportu zawsze budzi we mnie pewną ekscytację. Pachnie na nim nieco innym światem, odrobiną luksusu, co nie oznacza wcale, że jest przeznaczony jedynie dla bogaczy. Z terminalu promowego wyszłyśmy prawie ostatnie wysłuchując od wszystkich współpracowników co najmniej raz powtórzonego ”ale Wam fajnie, że płyniecie”. No pewnie, że fajnie. Coś w tym pływaniu takiego jest, że jeszcze nam bokiem nie wyszło. O promie i co tam można robić, aby się nie nudzić napiszemy osobny tekst. :) Dopłynęliśmy do Karlskrony zgodnie z rozkładem rejsów, czyli o 19.30. Autokar z przewodniczką zabrał nas do centrum miasta, w którym znajdują się hotele. Tym razem zdecydowałyśmy się na Hotel Conrad. Miejsce, gdzie panuje ta typowa dla Szwecji ciepła atmosfera. Biedaki mają w ciągu roku tak mało słońca, że starają się to sobie wynagrodzić pełnym przytulności wystrojem wnętrz – miękkie światło, wszędzie lampki, lampeczki, ciepłe kolory, ale wszystko proste i bez niepotrzebnych ozdób. W Conradzie wieczorem można sobie spokojnie wejść do jadalni i poczęstować się herbatą czy ciastem. My tez skusiłyśmy się na to małe co nieco. Potem jeszcze krótki wieczorny spacer po Karlskronie, seria zdjęć przepięknego zachodu słońca (oczywiście na manualu;)). Zdjęcia wyszły całkiem, całkiem. Szwecja ma tą przewagę nad Polską, że kadrując fotkę nie musisz się martwić, że ktoś Ci wejdzie w kadr. Jest ich tak mało, że wieczorny spacer po mieście od razu budzi skojarzenia z widokiem ziemi po wybuchu bomby atomowej. Cale szczęście, my wiemy, że Szwedzi żyją i mają się dobrze, jest ich około 9 milionów, o czym Was uprzejmie zapewniamy. Nocleg w hotelu, następnego dnia śniadanie w formie bufetu szwedzkiego i zaczyna się przygoda... Ruszamy autokarem w stronę Kalmaru, miasta w południowo-wschodniej części Szwecji, które nieodparcie kojarzy się z majestatycznym zamkiem, zabytkową katedrą i najdłuższym mostem w Szwecji na malowiczą wyspę Olandia. W Kalmarze oprócz spaceru z przewodnikiem mamy również czas wolny. Więc idziemy sobie do katedry, na kawę, rzucamy okiem na sklepy i wracamy do autokaru. Dla zainteresowanych dłuższym pobytem w mieście i przejazdem na Olandię Stena Line proponuje wycieczkę z charakterem pod nazwą Kalmar i Olandia. Jeśli nastąpi szczęśliwy zbieg kilku okoliczności, a los spojrzy na nas przychylnym okiem i powie „no dobrze … jak już chcecie to jedźcie”, to wkrótce wybierzemy się i na tą wycieczkę; postaramy się opowiedzieć więcej o tym pięknym mieście i jeszcze piękniejszej ponoć wyspie. No dobra babo, ale przejdź już do rzeczy! Co z tymi łosiami i hutą szkła? :) Otóż to, z Kalmaru wesoły autobus (choć nikt w nim nie pije alkoholu, słowo!) wiezie nas do huty szkła z 1871 r. w Pukeberg. A tam to się dopiero wyprawia! Uczestniczymy w pokazie dmuchania szkła, a właściwie artystycznego "wydmuchu" (czy takie słowo w ogóle funkcjonuje Marta?) niesamowitych figur ze szkła. Tym razem słonia i łosia. Jak ten facet to robi?! Inna sprawa, jak się potem dowiedziałyśmy robi to już od 50 lat... Oczywiście chętni mogą sobie sami coś "wydmuchać", poza tym na gustownej szklance zrobić grawer "Kocham Jolkę" lub jakiś inny, a następnie zjeść lunch, napić się kawy czy herbaty i pooglądać cuda w przyfabrycznym sklepie. Nie oszukujmy się, ręcznie robione wyroby ze szkła nie należą do tanich, ale naprawdę cieszą oko... Mówiłam już, że lunch i szklanka są wliczone w cenę wycieczki? Otóż są. Niestety – w cenę nie są wliczone zdolności artystyczne oraz błyskawiczne zwiększanie pojemności płuc. Mój „wydmuch” ( bardzo podoba mi się to słowo i mało mnie interesuje czy istnieje czy nie) był podobny dosłownie do niczego. Nie udało mi się wdmuchnąć w tą rozgrzaną do czerwoności masę ani krztyny powietrza, ale pan pokazujący nam hutę pocieszając powiedział, że nigdy nikomu nie udało się zrobić czegoś takiego (jeśli odkryję, że szklany nieregularny glut może się przydać do czegokolwiek to otworzę masową produkcję). Innym wychodziły piękne balony, pingwiny i inne wymyślne kształty.Mam czas – jeszcze jakieś 400 wyjazdów do huty szkła i nabiorę nieco szlifu w tym fachu. Mam już swoje lata i pewien dystans do siebie, więc tego typu artystyczne niepowodzenia mnie w ogóle nie zrażają. Jak większość uczestników poszłam grawerować szklankę. Rączka się trzęsła z wrażenia ( „ja sztukę tworzę! Sztukę!”), literki były bardziej zorientowane na japońskie krzaczki niż na polski alfabet, ale zabawa była super. Polecam. No dobra, dla rzetelności dodam, że Magdzie wyszło lepiej to grawerowanie. W sklepie z huty szkła doznałam ekstazy fotografa i pstrykałam zdjęcia tym wszystkim szklanym cudeńkom. Doszło nawet do tego, że dla lepszej kompozycji zaczęłam przestawiać takie ogromne szklane lalki. Nagle zamarłam. Wystarczyło, że zerknęłam na cenę – ponad 7000 koron. Jakby mi coś takiego wypadło z ręki ( co przy moim obciążeniu genetycznym ze strony wuja słonia ze składu porcelany było całkiem prawdopodobne), to z pewnością musiałabym pracować w tej hucie dłużej niż pięćdziesiąt lat. Po hucie jedziemy do parku łosi Gronasens. Tam wita nas zabawny jegomość, który zna język łosi, szczególnie ten z okresu godowego. Po chwili spacerujemy już po rezerwacie wypatrując zwierząt. Okazuje się, że łosie nie lubią słońca i upałów, więc chowają się po lesie. Co nie znaczy, że wszystkie. Pare się pokazało i dało się nam sfotografować. Jeden nawet się przy nas wykąpał, czego gremialnie mu pozazdrościliśmy, bo było naprawdę gorąco. Łosie podobno bardzo lubią pływać. Ciekawe, kto wie co to są badyle albo świece łosia? My wiemy. Nasza przewodniczka Ania nam powiedziała. To i wiele innych rzeczy i nie tylko o łosiach – naprawdę Ania ma łeb jak sklep. I tak pięknie opowiada. Słyszałam kiedyś od naszego przewodnika (mówię Wam, oni są skarbnicą wiedzy!)zabawną anegdotę o łosiach. Jak to się stało, że łoś stał się symbolem Szwecji? Otóż swego czasu Szwedzi zauważyli, że non stop giną im znaki drogowe: uwaga na łosie (znane u nas z krową lub jeleniem). Okazało się, że znaki są smakowitym kąskiem dla zagranicznych turystów, którzy je po prostu wywożą jako pamiątkę! Wtedy właśnie Szwedzi wpadli na pomysł, żeby uruchomić na szeroką skalę przemysł gadżetów z łosiami. Od breloczków po koszulki, skarpetki, czapeczki, etc. Oczywiście w parku Gronasens też znajdziecie sklep z takimi gadżetami. Przy okazji informuję, że w Szwecji obowiązują korony szwedzkie, nie euro. Ale oczywiście można też płacić kartą. Gadżety z łosiami powiadasz… tak, w tym sklepie można było znaleźć wszystko związane z tymi miłymi 800 kilogramowymi stworzeniami. Dosłownie. Ciekawe czy ktoś odgadnie co znajdować się może w małym słoiczku, obwiązanym wstążeczką wartym 45 koron. Jakieś pomysły? Uwaga odpowiedź w opisie zdjęcia. Zdziwieni? Ja też byłam. Po wycieczce autokar odstawia nas na terminal w Karlskronie. O godz. 21.00 ruszamy na Gdynię... Marta skrupulatnie notowała wszystkie ciekawostki zasłyszane od przewodniczki, więc mam nadzieję, że się nimi podzieli ;)
poniedziałek, 12 lipca 2010, stenariusz
www.stenaline.pl
TrackBack
|
|